O autorze
Sztuka to jedno z moich kilku hobby. Jestem przekonany, że człowiek obcujący z szeroko pojętą kulturą i sztuką jest rozumniejszy i lepszy; bardziej wyrozumiały i otwarty na świat i ludzi. Z każdą, kolejną obejrzaną wystawą, przekartkowanym lub przestudiowanym albumem o sztuce wykonywany jest jest kolejny krok; jeden za drugim … ku lepszuemu światu.

Od pewnego czasu w warszawskim Miasteczku Wilanów, prowadzę galerię sztuki nowoczesnej "Art Pistols" http://www.artpistols.pl/ Wystawiane są tam do oglądania i sprzedaży - głównie obrazy - powierzane mi w dobrej wierze przez różne artystki i artystów.

Powiedzmy sobie szczerze. Ludzie Ci, jeśli mają ambicję utrzymywać się wyłącznie z malarstwa lub rzeźby, nie mają lekko. Więcej - ich życie jest trudne i skromne; najczęściej nie rozumieją świata zewnętrznego, a świat nie rozumie ich; dopraszają się zrozumienia, akceptacji, szacunku. Nie zawsze otrzymują te dary. Dla mnie - każda kolejna rozmowa z nimi jest nowym doświadczeniem, nauką i refleksją.

Bez artystów wszelkiej maści świat byłby jeszcze gorszy i jeszcze głupszy niż jest aktualnie

Bogusław Deptuła - mamy mnóstwo fajnych artystów

Bogusław Deptuła
Bogusław Deptuła fot. Jerzy Ciszewski
Rozmowa z Bogusławem Deptułą: historykiem i krytykiem sztuki, kuratorem wystaw, marchandem. To Autor licznych publikacji w dziedzinie sztuki, literatury i kulinariów. Ukończył Wydział Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego, otrzymując tytuł magistra w Instytucie Historii Sztuki. Przez dwadzieścia lat związany z warszawską Galerią Art Związku Polskich Artystów Plastyków. Od 1989 roku publikuje teksty o sztuce w prestiżowych pismach branżowych: „Zeszytach Literackich”, „Res Publice Nowej”, „Znaku”, „Art & Business”, „Exit”, „Kresach”, „Nowej Polszy”, dziennikach: „Rzeczpospolitej” i „Dzienniku”, tygodnikach: „Newsweeku” i „Przekroju”, a także w pismach lifestyle’owych: „Elle” i „Vivie!”. Przez czternaście lat pracował jako krytyk w „Tygodniku Powszechnym”. W latach 1996-2001 w porannym paśmie II Programem Polskiego Radia recenzował książki i wystawy. Wieloletni współpracownik TVP Kultura, gdzie prowadził codzienny program „Informacje Kulturalne”. Obecnie na antenie tej stacji można go zobaczyć w „Tygodniku Kulturalnym”. Do niedawna szef działu sztuk wizualnych w „Dwutygodniku”, internetowym piśmie kulturalnym wydawanym przez Narodowy Instytut Audiowizualny, z którym nadal współpracuje. W latach 2011-2013 redaktor naczelny miesięcznika „Art&Business”. W 2013 wydał w wydawnictwie WAB książkę na temat związków literatury i kuchni zatytułowaną „Literatura od kuchni”.

Towarzyszy Pan sztuce, od kiedy ?

Można powiedzieć, że to jest właściwie całe moje życie. Gdy byłem w szóstej klasie szkoły podstawowej, oświadczyłem mojej nauczycielce od historii, że z historią to teraz jest już koniec. I od teraz będę zajmował się historią sztuki.



Czyli bardzo wcześnie zacząłem interesować się sztuką. Oczywiście nie wiedziałem czym to ma owocować, ani czym skończyć. Zawsze chciałem mieć obrazy. Nawet napisałem list do Tadeusza Brzozowskiego, wybitnego, nie żyjącego od lat malarza, z prośbą o jakąś pracę i dał mi jeden rysunek, później obrazek, w pewnym sensie zaprzyjaźniliśmy się.

Poszedłem na studia i poczułem, że pisanie o sztuce bardzo mnie interesuje. Jednocześnie w 1991 roku zacząłem pracować w Galerii Art. na Krakowskim Przedmieściu. Tak - to już ponad 20 lat jestem związany z tym miejscem.

Ten czas sprawił, że z jednej strony lepiej rozumiem artystów; w jaki sposób
funkcjonują. Czasami udziela mi się jakiejś poczucie wspólnoty duchowej, głębokiego natchnienia, zastrzyk boskiej energii, która owocuje wybitną pracę artystyczną. Ale to nie częste sytuacje. Codzienność jest inna.

Z drugiej bowiem strony, to żmudna i brudna codzienna robota,
również fizycznie obciążająca. W tej konfrontacji z kolejnym dniem ziemskiej podróży, artysta czasami wyda z siebie obraz wyjątkowy, wybitny, porywający. Wtedy zaszczytem i przyjemnością jest obcowanie z taką sztuką. Oczywiście są to momenty uroczyste, a wydarzają się od czasu do czasu.

Jedni artyści są przewidywalni inni nie. Jedni się nudzą tym co robią, inni przebywają latami zafascynowani jakąś stylistyką. Niektórym nie przeszkadza malowanie całe życie jednego motywu, a inni cały czas szukają czegoś innego.

- Jak można by opisać aktualną sytuację naszego rynku sztuki?

Sytuacja sztuki w Polsce jest teraz wyjątkowo korzystna. Przez wiele lat tak nie było. Obecnie nasi artyści zapraszani są do organizowania swoich wystaw za granicą w licznych galeriach i muzeach.

Za czasów PRLu takie zaproszenia do bardzo prestiżowych miejsc, galerii były niezwykle rzadkie. Owszem w 1970 r miała miejsce wystawa Fangora w Nowym Jorku w muzeum Guggenheima, ale to był wyjątek od reguły. Po 1989 roku, kiedy otworzyliśmy się na normalny świat, nagle okazało się również, że mamy mnóstwo fajnych artystów, którzy w obiegu galeryjno- wystawowym lokują się na wysokich pozycjach. Na przykład Mirosław Bałka w Tate Modern w 2011. Tam zaprasza się tylko największych artystów do wykonania konkretnej pracy.

Polska sztuka jest zwyczajnie obecna na zachodzie. Wiele lat temu oglądając we Frankfurcie wystawę na temat aktu, zobaczyłem na koniec „Łaźnię”, Katarzyny Kozyry. Poczułem dumę i satysfakcję. Ona zrobiła coś ważnego, coś co zwyczajnie funkcjonuje w artystycznym świecie.

Po 1989 r wielu artystów przedarło się do normalnego obiegu sztuki W różnych światowych galeriach widzimy prace np. Tomasza Kowalskiego czy Jakuba Ziółkowskiego, sprzedawane są przez świetne, zagraniczne galerie.

- … przy okazji, Polska się otworzyła na sztukę i artystów?

Tak - oczywiście. Cały czas szuka się nowych twarzy. Polski rynek otworzył się na ekspansję. Nie ważne jest nazwisko, ważne to co robią. Bez znaczenia czy ma na nazwisko Smith czy Kowalski. Być może łatwiej jest Smith’owi, bo od razu mówi po angielsku; ale teraz mamy internet który funkcjonuje globalnie a to pozwala sztuce i artystom być globalnymi. Przy okazji, o tyle też trudniej jest dziś o jakieś odkrycie nowego talentu, bo wszystko jest już w sieci.

- Ekspansja w sztuce ?

Mamy malarza jak Wilhelm Sasnal, z którym stało się tak, że w jednej chwili zaczął dostawać bardzo dobre pieniądze na Zachodzie. Jego obraz kosztuje kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy euro. Rzeźby Bałki wyceniane są wyżej. Wspominam o pieniądzach bo to jest ważny miernik uznania przez publiczność. Przy okazji praktyczny wymiar tej ekspansji.

- Nasi artyści mają chyba problem by poddawać się obróbce "marketingowo-sprzedażowej" ?

Trudno mi na to odpowiedzieć, ale to jest nieuniknione. Niektórzy np. Kowalski i Źiółkowski, dwaj surrealiści, to dzieci nowych czasów. Oni doskonale funkcjonują w zagranicznym obiegu galerii i targów sztuki. Obaj mieli duże wystawy w Warszawie, pierwszy w CSW, drugi w Zachęcie. Nie olewają Polski, ale przebywania tu, nie traktują jako przymusu.

Można więc powiedzieć, że oprócz warsztatu artystycznego mają oni umiejętności, które pozwalają im odnajdywać się na rynkach gdzie istnieje konieczność by oprócz myśli artystycznej wykazać się jeszcze dodatkowymi kompetencjami.

- Czy "my" znaczy artyści, spoglądają na "zachód", trendy, ceny ?

Tak, większość artystów ma jedną galerię tutaj i jedną lub dwie na zachodzie. Żyją tu, ale projekty realizują na świecie. To jest bardzo przyjemne, że wchodzi Pan na główną wystawę w Biennale w Wenecji i widzi Pan prace kilku polskich artystów.

- Jest Pan obecny na rynku od około dwudziestu lat. Co się zmieniło od „wtedy” do „teraz” w biznesie galeryjnym ?

Wszystko się zmieniło. Najpierw były grafiki, które teraz prawie wcale się nie sprzedają. W tej galerii więcej sprzedaje się obrazów przedstawiających, niż abstrakcyjnych.

Cały czas balansujemy na cienkiej linii. Musimy i chcemy zachować poziom artystyczny, dbając o sprzedaż. Pamiętajmy - nie ma obiektywnych kryteriów aby ocenić, czy ten obraz jest dobry, czy niedobry. Jednak ja osobiście jestem spokojny, te prace, które mamy u nas w Galerii Art, potrafiłbym z czystym sumieniem i głębokim wewnętrznym spokojem, obronić.
Trwa ładowanie komentarzy...